Kryzysy naszego podwójnego karmienia

załamana_kobietwefa

Dziś, kiedy bliźniaki kończą 19 miesięcy chciałabym Wam opowiedzieć trochę o drugiej stronie karmienia piersią. Bo wiecie, że karmienie piersią tym bardziej dwójki to nie tylko piękny obrazek matki tulącej dwójkę rozkosznych bobasów? To również mnóstwo kryzysów, w przypadku bliźniąt często uderzających z podwójną siłą w matkę i co za tym idzie w całą rodzinę.

Kryzys nr 1. „Dlaczego one nie umieją ssać”.

O tym, jakie rozczarowanie przeżyłam, kiedy przystawiając bliźniaki po porodzie do piersi widziałam tylko dwa odpychające się i płaczące w niebogłosy noworodki opisywałam we wpisie o „nauce ssania”.  Był to dla mnie ogromny szok, nie spodziewałam się, że tak mogą wyglądać początki. Wszelkie obrazy docierające do mnie na etapie ciąży związane z karmieniem były w kolorze tęczy. I nagle „bach” jak to mówi aktualnie mój syn 🙂 Cały czas w głowie krążyły mi myśli typu „co ze mnie za matka, która nie potrafi nakarmić własnych dzieci” – generalnie paleta ciężkich emocji, które dodatkowo pogłębiał połóg. Ale nauczyliśmy się, przeżyliśmy i zaczęliśmy się cieszyć naszym karmieniem aż do następnego „bach”…

Kryzys nr 2. „Fochy przy piersi”

Jak wyglądał nasz cały czwarty miesiąc możecie przeczytać w poście o „Fochach”. W skrócie wszystko było w jak najlepszym porządku, dopóki nie przystawiałam do piersi. Wtedy zaczynał się szał – płacz, odpychanie, odwracanie głowy. Kiedy Sebek brał córkę na ręce uspakajała się  – a gdy tylko trafiała do piersi wpadała w szał…. Jakie emocje pamiętam? Smutek, złość, no bo „czemu ssak, którego jedynym pożywieniem powinno być mleko mamy odpycha się od piersi”, „czemu mnie odrzuca”, „nie chce być karmiona piersią????”. Minęło z dnia na dzień i znów wyszło słoneczko aż tu nagle…

Kryzys nr 3. „ Boli jak cholera”

To był czas, kiedy jeszcze odkładałam dzieci do łóżeczek. Około 5 miesiąc. Zaczęło się jakoś w nocy pomiędzy karmieniami, jakieś takie kłucie w środku piersi, jakby szpikulec wkładany w sam środek piersi i przekręcany, wkładany i wyjmowany. Z dnia na dzień było coraz gorzej, noce były okropne, ból powodował, że nie mogłam zasnąć, a czasu wiadomo – jak na lekarstwo. Podczas karmienia również bolało, ale wtedy bolała bardziej brodawka – uczucie, jakby w brodawce siedziało milion malutkich igiełek. Jakiekolwiek dotknięcie prysznic, ręcznik bolało jak cholera. Pamiętam jak karmiłam z palcem w zębach, bliźniaki jadły co ok dwie godziny, w nocy po 2-3 razy. Wiedziałam, że muszę się udać do Doradcy i to jak najszybciej.
Diagnoza: grzybica piersi – często spotykane schorzenie przy podwójnej produkcji. Dostałam leki doustne przeciwgrzybicze, maść do smarowania. Ten największy ból minął dosyć szybko. Wybrałam zaleconą dawkę leków, objawy całkowicie ustąpiły, ale że grzybica lubi wracać to za kilka tygodni mieliśmy powtórkę z rozrywki. Na szczęście w moim przypadku objawy nawrotu nie były aż tak uciążliwe, bo już wiedziałam co robić 🙂 Czym prędzej do doradcy – kolejna dawka leków i grzybicy powiedzieliśmy papa.

Kryzys nr 4. „ Zapalenie piersi”

Do ok 6 miesiąca w ogóle nie umiałam karmić na leżąco, było mi niewygodnie, jakoś mi ciało leciało do tyłu, ale postanowiłam sobie, że musimy się nauczyć. Syn zaczął się budzić częściej niż do tej pory i czułam, że pozycja leżąca będzie dużo bardziej wygodna dla nas. Po którejś nocy, w której córka leżała non stop przy piersi zobaczyłam, że zrobił mi się pęcherz na brodawce. Poczytałam, że to nic złego, że się tak dzieje, kiedy dzieci ssą zbyt mocno. Poczekałam, aż się przebije sam i przejdzie. Przebił się, ale nie przeszło i tak naprawdę dopiero się zaczęło. Czułam piekący ból promieniujący aż pod pachę na spodniej części piersi, który nasilał się z godziny na godzinę. Kapusta nie pomagała. Nauczona doświadczeniem nie czekałam na karmienie z palcem w zębach, wzięłam coś przeciwbólowego (wiecie, że przy kp można brać leki przeciwbólowe prawda?:)) i popędziłam do Doradczymi Laktacyjnej.
Diagnoza: zapalenie piersi. Antybiotyk (dwutygodniowy z tego co pamiętam). Chyba już na drugi dzień nie czułam żadnego bólu, więc kolejny raz diagnoza i leczenie trafione w 10 🙂 O tym, kto mnie wyciągał z kolejnych laktacyjnych tarapatów możecie poczytać w wywiadzie z Dr Katarzyną Raczek – Pakułą o tu.

Kryzys nr 5. „ Pobudki co chwila lub całonocne ssanie on-line”

Od około 6 miesiąca w związku z częstymi pobudkami syna zmieniliśmy system spania z łóżeczkowego na wspólne spanie (o współspaniu z bliźniakami planuję osobny post) i to była najlepsza decyzja dla całej naszej rodziny. Dzięki temu, że nie musiałam wstawać i się wybudzać można powiedzieć, że zaczęłam się w miarę wysypiać pomimo częstych pobudek. Syn potrafił budzić się co dwie godziny, około 8 miesiąca do częstych pobudek dołączyła Amelia i bywały noce, że miałam wrażenie, że karmię całą noc. Po około roku, syn zaczął mieć serię całonocnego ssania on-line. Co oznaczało, że zaczynał ssać, kiedy tylko dołączałam do nich w nocy ok 23-24:00 i ssał tak non stop do samego rana. Przy jednym dziecku nie ma problemu, bo można zmieniać pozycję, przy dwójce zaczynają się schody, bo druga pierś musi być w tak zwanej gotowości dla drugiego bliźniaka, który życzy sobie karmień co ok 2 godziny. Znam przypadki, w których oboje bliźniąt wymagają karmienia całonocnego on-line. Całonocne ssanie wymiennie z pobudkami co godzinę lub dwie trwało dosyć długo, tak naprawdę to mogę powiedzieć, że przestało występować jakiś miesiąc temu ( i jest duże prawdopodobieństwo, że to wróci). Kluczem do przetrwania tej sytuacji była poduszka, specjalna korekcyjna poduszka, dzięki której spanie w jednej pozycji na plecach nie powodowało żadnych, ale to żadnych dolegliwości. Maluchy nauczyły się samoobsługi i to był przełom w moim wysypianiu. Ostatecznie to zastanawiałam się, czy w ogóle umieszczać ten punkt w poście o kryzysach, bo nocne pobudki dzieci to całkiem normalna i powszechna rzecz, a dzięki piersi nie bawimy się po kilka godzin w nocy, bo bliźniaki jedzą i idą dalej spać 🙂

Kryzys nr 6. „ Zespół Raynauda i rana na brodawce”

Na przestrzeni ostatniego roku raz na jakiś czas dotykała mnie dziwna dolegliwość – tuż po karmieniu brodawka zaczynała się robić blada, wręcz biała i czułam nieprzyjemne twardnienie brodawki na samym koniuszku. Zazwyczaj te skurcze były do zniesienia, jakoś nigdy nie utrudniały mi zbytnio karmienia, przychodziły szczególnie, kiedy robiło mi się chłodno i odchodziły, aż do 18 miesiąca. Być może miało to związek z przeprowadzką. Ogólnie bardzo lubię chłód (być może to trauma ze szpitala, kiedy leżałam z brzuchem o obwodzie 135 cm w największe upały roku). Cały czas tylko chodzę i otwieram okna, żeby wpadało świeże powietrze. Bliźniaki również lubią zimno, z resztą od początku tak były chowane, więc nie za bardzo mają wyjście 😉 W bloku nie byłam w stanie uzyskać temperatury, która mi pasowała pomimo częstego wietrzenia i zakręconych grzejników, tym bardziej cieszyłam się, że teraz mogę mieć te swoje 18-19 stopni. Okazało się, że moje piersi baaaardzo nie lubią takiej temperatury. Zaczęły pojawiać się skurcze brodawki (jednej), najpierw bez bielenia, potem dołączyło bielenie, brodawka twarda jak kamień bez możliwości przetłumaczenia towarzystwu, że boli. Ból nasilał się przy długim ssaniu (powodował u mnie ogromną frustrację podczas karmienia), przy drzemce i przy wieczornych karmieniach. W trakcie tego ataku nie wiadomo skąd pojawiła się dziwna biała skórka w środku brodawki, którą postanowiłam zerwać robiąc sobie ranę 🙁 Do tego wszystkiego czułam ciągnący ból w tej piersi, jakby mi ktoś przeciągał sznury w kanalikach mlecznych. Po 18 miesiącach znów wylądowałam w poradni na Żelaznej… Obecnie jestem w trakcie leczenia, a raczej łagodzenia objawów Raynouda lekami poprawiającymi krążenie i prawdopodobnie w jednym z kanalików siedzi czop mleczny, który powoduje ból. Ten kryzys zaskoczył mnie najbardziej. Myślałam, ba! byłam przekonana, że wszelkie kryzysy laktacyjne przetrwałam, że teraz już mnie nic nie złamie, bo mam wiedzę i doświadczenie w karmieniu…Nie spodziewałam się, że po półtorarocznym karmieniu będą potrzebowała pilnej pomocy laktacyjnej. A jednak. TUTAJ możecie przeczytać zespole Raynauda. 

Nie napisałam tego postu po to, żebyście pisały w komentarzach jaka to nie jestem dzielna i wytrwała, że się nie poddałam i nie rzuciłam karmienia w cholerę. Napisałam to po to, żeby pokazać Wam, że kryzysy przychodzą i odchodzą, jedne są bardziej uciążliwe inne mniej. Że dolegliwości piersiowe leczy się lekami. Najważniejsze dla mnie z perspektywy czasu to szybko reagować pamiętając, że karmienie piersią NIE MOŻE BOLEĆ. Jeśli boli to coś jest nie tak i trzeba w miarę możliwości jak najszybciej udać się do lekarza od piersi – a tym lekarzem nie jest ginekolog, nie jest pediatra – jest DORADCA LAKTACYJNY (LISTA) Wizyta i konsultacja z Doradcą to najlepsze co możecie zrobić w takiej sytuacji dla powodzenia Waszego karmienia piersią!

Drugim przesłaniem tego wpisu jest fakt, że karmienie piersią to nie tylko piękne sceny mamy i wtulonych dwóch główek, to również ból, frustracja, złość, pojawiająca się chwilowa niechęć do karmienia. Dla mnie to jest tak zwany rachunek zysków i strat. Dopóki zysków jest więcej a pomimo naszych kryzysów nadal tak jest to nadal chcę karmić do samoodstawienia 🙂 Bo lubię karmić, bo lubię mieć komfort, że maluchy dostają cały czas dużą dawkę eliksiru zdrowia, bo lubię mieć w rękawie broń do walki z gorączką i brakiem apetytu, bo lubię łagodzić nabite guzy, szybko rozwiązywać konflikty, dać piciu, kiedy wody nie ma w pobliżu, pomagać zapomnieć o pobieraniu krwi i innych traumatycznych przeżyciach moich dzieci. To naprawdę piękne, że natura dała nam taką możliwość 🙂

Dlatego Drogie Mamy każda z nas przeszła lub/i przejdzie swoje kryzysy, dajmy sobie przestrzeń na to, żeby odczuwać również te mniej fajne emocje związane z karmieniem, ponarzekajmy czasem, popłaczmy, pokrzyczmy same do siebie. Nie duśmy w sobie tych emocji, mamy prawo je odczuwać i dobrze jest zwyczajnie sobie na to pozwolić. To bardzo dobry sposób na to, żeby na drugi dzień wstać i nadal cieszyć się karmieniem naszych kochanych bliźniaków <3 <3

Post ten wstępem do otwarcia przestrzeni w grupie  Bliźniaki na piersi – Grupa. Przestrzeni, która umożliwi mamom wyrzucanie z siebie trudnych emocji. Tych związanych i nie związanych bezpośrednio z karmieniem, a jednak mających na nie ogromny wpływ. Grupą administruje obecnie cztery podwójnie karmiące mamy, które dbają o bezpieczeństwo selekcjonując osoby pragnące dołączyć do grupy. Jeśli długo nie akceptujemy zaproszenia prawdopodobnie chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o profilu, z którego przyszło zgłoszenie – wiadomości wpadają do folderu „inne”, który często nie powiadamia o siedzącej w nim wiadomości, dlatego zaglądajcie i sprawdzajcie 🙂


Zdjęcie główne: http://zobaczmojswiat.blog.pl/files/2013/08/za%C5%82amana_kobieta.jpg

  • http://www.elementarzmamy.pl/ Izabela

    Było,było:) Z perspektywy mamy już-nie-karmiącej-bliźnięta mogę powiedzieć,że wszystkie te kryzysy wspomina się z sentymentem…