Czy karmienie piersią rozdzielonych bliźniąt jest możliwe? Historia Agnieszki.

główne

Karmienie piersią bliźniąt, kiedy jedno jest przy mamie, a drugie w szpitalu oddalonym o 60 kilometrów może wydawać się niemożliwe, a przynajmniej trudne do zrealizowania. Agnieszka swoją historią pokazała, że trudne nie znaczy niemożliwe.  Jej mleczna przygoda trwa już prawie 28 miesięcy. Zapraszam do nowej historii.

„O tym, że będę miała bliźnięta dowiedziałam się w 6 tc. Miałam już starszą córkę, a bliźnięta były takim moim wielkim marzeniem, niemal nierealnym do spełnienia. A jednak…Byłam niesamowicie szczęśliwa i niemal od razu zaczęłam wszystko planować. Starszą córkę karmiłam prawie 2,5 roku – pierś dla niej była wszystkim – jedzeniem, piciem, pocieszycielem, usypiaczem itd. Ja mleka miałam aż nadto, od początku pięknie przybierała, do końca często jadła w nocy, a ja przez ten czas nie przespałam przy niej ciągiem kilku godzin.

Tak więc, pierwsze postanowienie – zrobię wszystko, żeby bliźniaki również karmić piersią. Nie nastawiałam się, że będzie łatwo. Brałam pod uwagę, że dzieciaczki mogą urodzić się wcześniej, że prawdopodobnie będę miała cc, że dzieci mogą mieć problemy ze ssaniem itd., ale jednego byłam pewna – że mleka wystarczy dla dwójki. Kupiłam porządną poduchę do karmienia bliźniąt, laktator ręczny i elektryczny i czekaliśmy. Problemy zaczęły się w 28 tc, skracająca się szyjka, skurcze, szpital, podtrzymanie. Nagle w ostatnim dniu 33tc nagła (zupełnie dla mnie niezrozumiała) decyzja o odłączeniu pompy z Fenoterolem co w moim przypadku oznaczało rozpoczęcie akcji porodowej w ciągu kilku godzin. Tak też się stało.

Chłopcy przyszli na świat na przełomie 33 i 34 tc, z piękną wagą, w dobrym stanie ogólnym. Po cc mogłam ich jedynie zobaczyć na kilka sekund, następnie zostali zabrani. Kilka dni leżeli w inkubatorach, podczas gdy ja rozpoczęłam walkę o każdą kroplę mleka. Na początku nie było sensu używać laktatora, bo chłopcom wystarczała odrobina siary, potem parę mililitrów mleka. Ale z karmienia na karmienie porcje się zwiększały, a laktacja jakoś nie chciała się rozkręcić. Ledwo wyrabiałam ze ściągnięciem porcji do kolejnego karmienia.  Poszedł w ruch laktator w trybie 775533, herbatki pobudzające laktację, Femaltiker. Wieczorem w 4 dobie miałam kryzys. Z piersi polała się krew, a ja nie byłam w stanie ściągnąć porcji pokarmu dla chłopców. Dostali mm. Swoje wypłakałam, ale szybko wzięłam się w garść. Potrzebowałam na chwilę odpocząć od laktatora, nastawiłam budzik na godzinę 5 – ze świadomością, że chłopcy na kolejne karmienie również dostaną mm, ale ja prześpię kilka godzin i wypoczęta, będę próbowała ściągnąć pokarm na kolejne  karmienie o godzinie 6. Udało się! Po nocnym kryzysie, chłopcy znowu byli tylko na moim mleku. Po kilku dniach mogłam pierwszy raz przystawić ich do piersi. Po paru próbach zassali pierś, po czym momentalnie zasypiali. Nie mieli siły efektywnie ssać. Więc nadal odciągałam pokarm, ale od tej pory starałam się ich najpierw przystawiać do piersi, potem dopełniać moim pokarmem z butelki. Chłopcy ogólnie nie mieli apetytów, na karmienia trzeba było ich budzić, pobudzać podczas jedzenia.

Po 2 tygodniach, w piątek mieliśmy wyjść do domu. Niestety z samego rana okazało się, że z niewiadomych przyczyn jeden z chłopców ma problemy z oddychaniem i zostanie przewieziony 60km do innego szpitala. Tego nie przewidziałam, plan zawiódł. Ale to nic, na szczęście w lodówce była porcja mleka, drugą odciągałam zanim przyjechała po niego karetka. Przez kolejne 2 tygodnie karmiąc Samuelka z jednej piersi, z drugiej ściągałam mleko dla Gabrysia i przede wszystkim pilnowałam dla niego porcji. Miałam świadomość, że ten, którego mam przy sobie ma stały dostęp do mojego mleka. Mniej więcej wiedziałam, ile ml mam odciągnąć na porcję, karmiony był co 3 godziny. Każdą porcję miałam przygotowaną w osobnym woreczku, z podpisaną datą, godziną ściągnięcia mleka i nazwiskiem dziecka. Porcje mleka w podpisanych woreczkach wkładało się do przeznaczonej do tego celu lodówki na oddziale i ustawiało w kolejności od najstarszego do najświeższego. Położne, które zajmowały się maluchami brały porcje po kolei. Raz dziennie (najczęściej mój mąż, kilka razy mi się udało, czasem ktoś ze znajomych) zawoził kilka porcji mojego mleka do szpitala – Gabrysiowi. Niestety zdarzało się, że mojego mleka nie wystarczało do kolejnej „dostawy” i dostawał wtedy mm, zwłaszcza gdy nagle zwiększał porcje zjadanego mleka. Dodatkowym utrudnieniem było to, że dla Samuela również musiałam mieć trochę ściągniętego mleka, gdyż wtedy nie miał jeszcze siły jeść efektywnie bezpośrednio z piersi i musiał być dopełniany butelką. Gdy kilka razy udało mi się pojechać do Gabrysia to przystawiałam go do piersi – czasem się udało, czasem nie. Po powrocie do domu okazało się, że karmienie z butelki trochę namieszało w sposobie jedzenia Gabrysia i musieliśmy troszkę popracować nad powrotem do normalności, ale udało się bez większych problemów. W domu już nigdy nie dostali mleka modyfikowanego…

Powrót do domu z jednym dzieckiem był trudny, ale po kolejnych dwóch tygodniach byliśmy już wszyscy razem – nie da się opisać tej radości i podekscytowania. Schemat karmienia – najpierw pierś, potem dopełnienie pokarmem z butelki kontynuowaliśmy w domu, a chłopcy nadal byli budzeni na karmienie. W pewnym momencie zauważyłam, że jedzą coraz mniej mleka z butelki. Bardzo bałam się, że spadną z wagi, ale okazało się, że nadal przybierają. Skoro tak, pomyślałam, że może to już jest ten moment, kiedy możemy przejść na samą pierś. Położna nie podzielała mojego entuzjazmu. Ale ja wiedziałam, czułam, że dadzą radę. Odstawiliśmy butelki i przeszliśmy tylko na bezpośrednie jedzenie z piersi. Po kilku dniach przyszła położna, zważyła chłopców i okazało się, że waga znowu poszła w górę! A my mieliśmy już z górki. Zaczęliśmy karmić się równocześnie – była to duża oszczędność czasu.

Po pewnym czasie sami zaczęli dopominać się piersi, wagowo szybko dogonili donoszonych rówieśników, a po kilku miesiącach byli ciężsi niż niejeden z nich. Chłopcy przez pełne 6 miesięcy byli tylko na moim mleku – w domu nigdy nie dostali mm. Obecnie mają prawie 28 miesięcy i nadal się karmimy, chociaż od kilku miesięcy już tylko w nocy. W dzień jedynie w przypadku chorób.

Z całej tej naszej przygody najgorzej wspominam pobyt w szpitalu. Niestety miałam ograniczony dostęp do własnych dzieci, gdy przychodziłam do nich czułam się tam jak intruz, nie mogłam ich dotknąć, przytulić, zmienić pieluch. Patrzyłam jak robią to za mnie pielęgniarki. W zasadzie to nie mogłam na to patrzeć i wychodziłam ze łzami w oczach. Nie potrafiłam rozmawiać z personelem, bo każde krzywe spojrzenie z ich strony doprowadzało mnie do łez. Pomagała mi jedynie myśl, że ten stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, że w końcu wyjdziemy ze szpitala i będę mogła mieć ich przy sobie bez ograniczeń. W szpitalu działałam jak robot – budzik nastawiony regularnie co 3 godziny –  odciągnąć mleko, zanieść porcję, wymyć butelki, sparzyć laktator i znowu odciągać. W domu odżyłam, naprawdę. Tam nagle wszystko stało się łatwiejsze.

Nie poddałam się w tej trudnej drodze przede wszystkim dzięki świadomości, że moje mleko to najlepsze co mogę dać moim smykom i dzięki nastawieniu – chciałam karmić, byłam pewna że mleka wystarczy, że na początku może być trudno, ale też, że trudne początki w końcu miną… Dodatkowo pomagała chęć udowodnienia niedowiarkom, że dam radę no i wrodzony upór 😉 No i oczywiście skoro starsza siostra była karmiona 2,5 roku to chłopcy nie mogli mieć gorzej tylko dlatego, że jest ich dwóch (P.S. chłopcy są już karmieni dłużej niż siostra)…”

Agnieszka dziękuję Ci za tą historię. Dajesz wspaniały przykład mamom, które mogę znaleźć się w podobnej sytuacji! Widzę jak codziennie wspierasz swoimi cennymi radami inne mamy w naszej grupie (dołącz do nas tu -> Bliźniaki na piersi – Grupa). W imieniu swoim i wszystkich mam, które korzystają z Twojego doświadczenia WIELKIE DZIĘKI!! :*:*

Więcej historii kobiet podwójnie karmiących znajdziesz TUTAJ – Historie bliźniaczych mam karmiących. Przeczytaj koniecznie!